Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zupy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2016

Zupa z mieloną wołowiną



To całkiem inne spojrzenie na zupę pomidorową. Nie na rosole, nie na skrzydełkach, ale na mielonej wołowinie.  Jest pyszna, sycąca i aromatyczna. Idealne danie jednogarnkowe.
Potrzeba:
- ½ kg mielonej wołowiny (tzw gulaszową mielę sama, unikając napompowania wodą tej, którą kupuje się jako już zmieloną. No i wiem, że mam wołowinę)
- 2 marchewki
- 1 pietruszka
- 1 nieduża cebula
- 1-2 ząbki czosnku
- koncentrat pomidorowy
- śmietanka słodka (najlepiej 30%) – 100 ml
- 1 łyżka oliwy
- sól, pieprz, łyżka ulubionych ziół
- świeży koperek lub pietruszka (niekoniecznie)
Warzywa obrane trzeba zetrzeć na tarce (lub posłużyć się jakąś maszyną ;-)), cebulę drobno posiekać (albo zetrzeć w maszynie razem z marchewką i pietruszką).
W garnku rozgrzać lekko oliwę, wrzucić warzywa, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i na wolnym ogniu przesmażać. Gdy rozniesie się czarujący zapach warzyw dodać mięso mielone i smażyć razem do momentu, gdy wołowina zmieni kolor. A jeśli jednak używaliście już zmielonej wołowiny to trzeba przesmażać, często mieszając, aż odparuje woda.
Teraz dodajemy sól, pieprz czarny mielony i łyżkę ziół, które lubimy. U mnie lubczyk i szczypta kminu rzymskiego, ale może to być tymianek, mogą zioła prowansalskie, suszona pietruszka albo co tam komu się nawinie. Wszystko mieszamy, zalewamy 2 litrami gorącej wody i gotujemy, na wolnym ogniu (niech tylko „mruga”) przez 45 minut. Po tym czasie dodajemy koncentrat pomidorowy (lub przecier pomidorowy z kartonika jak w moim przypadku) i gotujemy jeszcze 10 minut. Z ilością koncentratu czy przecieru kwestia gustu. Ja lubię kwaśne zupy więc dałam 400 gram przecieru. Gdyby to był koncentrat pewnie byłoby to trochę więcej niż pół małego słoiczka. Na koniec zabielamy śmietanką i dodajemy (albo i nie) trochę posiekanej zieleniny. Dla mniej wtajemniczonych: śmietankę wlewamy do kubeczka, dodajemy 2-3 łyżki gorącej zupy w ten sposób hartując śmietankę i dopiero wówczas wlewamy wszystko do zupy. Jeśli lubimy nieco zawiesiste zupy do śmietanki dodajemy łyżkę mąki, dokładnie mieszamy, dodajemy kilka łyżek gorącej zupy i dopiero teraz wlewamy do garnka. Całość już tylko zagotowujemy.
Można podawać z makaronem.
Smacznego bardzo!
P.S. Z ostatniej chwili: „Dawno nie jadłem tak dobrej zupy” – powiedział T., mąż znaczy.

wtorek, 8 października 2013

Ogórkowa szybko



Bywa, że ma się ochotę na zupę. Do tego szybko. Do tego kwaśną. Do tego lekką.

Jasne, że ogórkowa może być gotowana na mięsie, długo i pieczołowicie.

Ale bywa, jak dziś u mnie, że T., mąż znaczy zażyczył sobie na obiad naleśniki. No fajna rzecz i szybko i w ogóle. Tylko dla mnie to taki niepełny obiad. W moim rodzinnym domu, jak były naleśniki, to najpierw musiała być zupa. Najlepiej właśnie ogórkowa.

Taką ogórkową można ugotować w 30 minut. Niech więc Was nie kusi wyciągnięcie ręki w markecie po gotowe „coś” w kartonie bądź grubym worku, z napisem „Ogórkowa”.

Nastawiamy garnek z 2 litrami wody. Dodajemy 2 kostki bulionowe albo, jak ma być super zdrowo to tylko niepełną łyżeczkę soli (na 2 litry to niby mało, ale ogórki będą słone).


Woda się gotuje, a w tym czasie obieramy:

- 1 marchewkę

- 1 pietruszkę

- kawałek selera

- 2 ziemniaki

Włoszczyznę ścieramy.
 Oczywiście najszybciej w jakimś malakserze czy innym fajnym urządzeniu kuchennym. Urządzenie zostawiamy na blacie, bo za chwilkę będziemy ścierać ogórki. Tylko najpierw, na patelni rozpuszczamy łyżkę masła (nie rumienimy!) i wrzucamy startą włoszczyznę. Przesmażamy, uważając by nie zaczęło się przypalać. 
W tym czasie ziemniaki kroimy w niewielką kostkę. Gdy woda zawrze, prawdopodobnie włoszczyzna na patelni już zmieniła kolor i objętość. 











 

Do garnka wrzucamy 1 listek laurowy i kilka kulek ziela angielskiego oraz warzywa z patelni.









Zupa szybko znów zawrze, bo warzywa nie obniżyły temperatury, więc wrzucamy ziemniaki.Teraz ścieramy szybko ogórki kiszone (5-6 średniej wielkości).                                                                                                                                                               Na patelni znów rozpuszczamy łyżkę masła (tej patelni, brońbuk nie
myjemy po włoszczyźnie, by zachować aromaty), wrzucamy ogórki i zasmażamy.


Gdy ziemniaki są prawie, prawie miękkie ( po 5-7 minutach powinny być OK.) przekładamy ogórki. Gdy ponownie zupa się zagotuje sprawdzamy czy nie potrzeba soli i kwasu. Jak za mało kwaśna dolewamy nieco wody od ogórków (jeśli posiadamy – ja posiadałam, bo ogórki kupiłam w woreczku foliowym) albo dokwaszamy cytryną.


Gotujemy jeszcze, nie dłużej jak 10 minut. Gdy już wyłączymy grzanie można wrzucić garść posiekanego koperku. Gotowe. 











Na talerzu można dodać nieco słodkiej śmietanki.





Noooo, to teraz możemy spełnić prośbę męża i usmażyć naleśniki.             Moje są cienkie i beztłuszczowe prawie. 
    
Chyba każdy potrafi je zrobić.

Jak nie, to…. proszę o wiadomość i 
opowiem jak je robię.













Dogrywka:
Naleśniki dla Misi.
Jakby taka na ten przykład Magda Gessler widziała jak ja robię wszystkie potrawy mączne to by... no ... śmiesznie by było. Bo Magda by się zesikała ze śmiechu.
Nigdy nie robię ciasta jak w przepisach "...przesiać mąkę na stolnicę..." itd, bo....nie umiem. Np. ciasto na pierogi robię na odwrót: jajko+woda+sól, a następnie tyle mąki, ile "mokre" przyjmie do momentu, gdy uznam, że ciasto jest wystarczająco elastyczne. Kilka razy próbowałam jak w przepisach, ale wówczas powstawał kamień, którego nie potrafiłam wyrobić.
Z naleśnikami podobnie:
Do miski wbijam dwa jajka, dodaję pół łyżeczki soli i wlewam kubek (300 ml) pół na pół wody i mleka. Mieszam dokładnie mikserem, ale zupełnie dobrze można wymieszać rózgą. Dopiero teraz dodaję mąkę, (po łyżce kopiastej). Na dzisiejsze naleśniki w sumie wyszło nieco ponad 5 łyżek. Ciasto na naleśniki nie może być zbyt gęste, bo naleśniki wyjdą grube. Ciasto naleśnikowe musi mieć konsystencję ... hm... oliwy co najwyżej.
Patelnię rozgrzewam najpierw suchą, po chwili dodaję ciut oleju. Poruszając patelnią rozlewam go po patelni. Jeśli jest wystarczająco rozgrzany to kropelka ciasta natychmiast się zetnie. Teraz ... ręcznikiem papierowym zbieram olej. Po prostu na patelni zostaje tylko film tłuszczu. Unoszę patelnię, a drugą ręką nalewam chochelką ciasto od razu rozlewając je po całej patelni. Ciasta musi być tylko tyle, by pokryć dno patelni. Jak naleje się zbyt dużo trzeba od razu zlać nadmiar. Patelnię stawiam na płycie i po chwili czubkiem noża przejeżdżam wokół na styku ciasta i patelni, a po następnej odwracam naleśnik. Tak cienka warstwa ciasta ścina się bardzo szybko. Dosmażam krótko drugą stronę i odwracając patelnię wyrzucam naleśnik na talerz. Pierwszy naleśnik jest zawsze nieco grubszy, niż będą następne.Do końca smażenia nie dodaję już ponownie żadnego tłuszczu. Z opisanej porcji wychodzi ok. 12 sztuk.
Tak zrobione naleśniki są elastyczne. Łatwo zawijać w nie dżem, słodki ser albo, jak chce Misia, np parówki. Z tak zrobionych naleśników można zrobić bardzo smaczne krokiety ( z mięsnym bądź kapuścianym farszem). Nie są tłuste, więc z powodzeniem, po zawinięciu farszu, można je panierować w jajku i bułce tartej i osmażać jak kotlety.
Czasem, gdy zostaje mi farsz z pierogów, np ruskich, to go zamrażam. Później nadziewam nim takie naleśniki, zwijam w rulony, układam ciasno w żaroodpornym naczyniu, smaruję z wierzchu rozkłóconym jajkiem i zapiekam w temp. 180 st, do zrumienienia.

poniedziałek, 23 września 2013

Barszcz ukraiński



Baaaardzo dobra zupa. Robię ją rzadko, niestety. T., mąż znaczy, chce zup, w których nic nie pływa. Znaczy kremy. Albo takich, w których jarzyny łatwo ominąć, bo są w całości. Nie pojmuję. Stąd barszcz ukraiński powstaje gdy, jaka szkoda, że nareszcie, T., mąż znaczy gdzieś sobie pojedzie i nie oczekuje ode mnie obiadu. Wówczas barszcz ukraiński jem na obiad, kolację, znów obiad, ale rzadko starcza mi na kolejną kolację.



Barszcz ukraiński można robić na mięsie, najlepiej na żeberkach lub skrzydełkach drobiowych. Jednak zupa ma tak wiele aromatów, że wydaje mi się, że to szkoda czasu. Jednak jakby ktoś się uparł to należy zrobić wywar na mięsie, a gdy ono miękkie wyjąć, po przestudzeniu pokroić na mniejsze kawałki i dodać do zupy pod koniec gotowania.

Na mój, jarski barszcz potrzeba:

- 2 marchewki

- 1 pietruszka

- kawałek selera

- 2 spore ziemniaki

- 1 średnia cebula

- kawałek kapusty białej

- puszka fasoli białej w zalewie (producent jakoś nie wpadł na pomysł by mi zapłacić za reklamę, więc nie powiem która, w mojej ocenie, najlepsza ;-)))

- 2 spore buraki

- 3-4 ząbki czosnku

- listek laurowy, kilka kulek ziela angielskiego, sól, pieprz mielony, łyżeczka cukru

- 2 łyżki koncentratu pomidorowego

- 2 łyżki płynnego koncentratu barszczu (jak przy fasoli nie powiem który najlepszy;-))))

- 3 łyżki oliwy z oliwek

Szatkujemy kapustę, ziemniaki kroimy w większą kostkę. Zagotowujemy pół garnka wody (drugie pół naszej zupy to będą warzywa). Wrzucamy listek laurowy, ziele angielskie, sól oraz poszatkowana kapustę i ziemniaki. Gotujemy na średnim ogniu, pod przykryciem. W tym czasie kroimy w niewielką kostkę cebulę, marchew, seler i pietruszkę oraz buraczki. Rozgrzewamy nieco na patelni oliwę i wrzucamy cebulę. Gdy się zaszkli dodajemy pozostałe warzywa i 3 ząbki czosnku w całości i przesmażamy, często mieszając. Jak ładnie już błyszczą dodajemy cukier i nieco karmelizujemy, ale, rzecz jasna, nie przypalamy. Teraz dodajemy koncentrat pomidorowy i pieprz mielony, dokładnie mieszamy. Gdy ziemniaki są na pół miękkie całą zawartość patelni przekładamy do garnka z kapustą i ziemniakami. Na patelnię przelewamy nieco zupy, zagotowujemy i wlewamy „smak” do garnka. Gotujemy ok. 10 minut do chwili, gdy warzywa są miękkie, ale nie rozpadają się. Teraz wyciskamy przez praskę ostatni, pozostały ząbek czosnku, dodajemy koncentrat barszczu i fasolę wraz z zalewą. Gotujemy już tylko chwileczkę, do pierwszego…. „bąbelka”. Jeśli macie płytę elektryczną to po dodaniu fasoli wyłączcie grzanie. Będzie nie tylko oszczędnie dla prądu, ale też dobrze dla fasoli, która się nie rozpadnie.

Już na talerzu można dodać śmietanę.

Bardzo smacznego.




środa, 26 czerwca 2013

Witajcie wszyscy razem



Tak moja mama nazywała wiosenną zupę jarzynową. Uwielbiam ją i jako jedną z nielicznych potraw robię w taki sam sposób jak mama, co owocuje takim samym smakiem, jak w dzieciństwie.

Moja dzisiejsza nie jest tak na tip top jak powinna być, bo nie udało mi się kupić ładnej młodej marchewki i młodej pietruchy. Ale i tak cudna jest.

Najpierw robię wywar na skrzydełkach ( u mnie jedno, duże indycze, ale spokojnie mogą być kurczakowe).

W czasie, gdy się skrzydła gotują (na razie bez przypraw) kroję jarzyny, niezbyt drobno, bo lubię gotowane warzywa nad wyraz, gdy są chrupkie:
- kawałek młodej kapusty, poszatkowanej dość grubo

- kalarepkę – w kostkę + kilka lisków od kalarepy, z samego środka
- 2-3 marchewki (a młodej to pęczek) – w plasterki
- 2 pietruszki (młodej pęczek, z zieleniną) – w plasterki, a zieleninę poszatkować

- kawałek selera i ze dwie łodygi zieleniny – w kostkę, a zieleninę jak wyżej

- garść fasolki szparagowej – poprzekrawanej na 3 części

- 3-4 młode ziemniaki – w kostkę

- 2-4 w zależności od wielkości pomidory, sparzone i obrane ze skóry, pokrojone w dużą kostkę

Gdy skrzydełka prawie miękkie dodaję sól, listek laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego i kilka pieprzu czarnego. Można też płaską łyżeczkę kminku. Po kilku minutach daję fasolkę szparagową, bo ona gotuje się najdłużej. Po 10 minutach wkładam do garnka wszystkie pozostałe jarzyny na raz, oprócz pomidorów. Gotuję dość intensywnie. Po 15 minutach dodają pół łyżeczki cukru i pokrojone pomidory. 

Po kolejnych 15 minutach wszystko powinno być gotowe. Z tych proporcji powstanie zupa dla 3 osób. Chociaż zupa, to nie jest do końca prawdziwe określenie, bo ilość warzyw powoduje, że tak naprawdę to łyżka w tym stoi i to bardziej warzywa z mięsem gotowane w rosołku.

Bomba witaminowo-mineralna. 
Na zdrowie!

piątek, 3 maja 2013

Kapuśniak czyli zupa na samotność

Tytuł może sugerować, że to taka smutna zupa. Nic bardziej mylnego!
Bardzo lubię zostawać sama i ugotować tylko sobie coś smacznego. Kapuśniak obok rosołu należy do moich ulubionych zup z tą różnicą, że do kapuśniaku nigdy nie mam kumpli. Moi panowie hasła "kapuśniak" nie przyjmują do wiadomości. Stąd jak obaj sobie pojechali gotowałam tę zupę.
Dla jednej osoby, na dwa dni (na kolację też jadłam, więc przyjmijmy, że to 3 porcje):
- 30 dg kiszonej kapusty
- 2 marchewki
- 1 pietruszka
- kawałek selera
- 3 ziemniaki
- 3 plasterki boczku wędzonego (cieniutkie)
- 1 średnia cebula
- listek laurowy, kilka ziaren pieprzu czarnego oraz ziela angielskiego, kminek
Do wrzącej wody wrzucić kiszoną kapustę i szybko zagotować. Teraz zmniejszyć grzanie, ale nie przerywać gotowania. Dodać wszystkie przyprawy i gotować kapustę dalej. W tym czasie posiekać cebulę i pokroić boczek w cienkie paseczki. Razem przesmażyć na odrobinie oleju. Dodać do kapusty. Gdy kapusta na w pół miękka dodać warzywa pokrojone w kostkę, a gdy one na w pół miękkie dodać ziemniaki pokrojone w większą kostkę. Gdy ziemniak staną się miękkie ewentualnie jeszcze przyprawić.
Szybki kapuśniak gotowy.

Jasne, że taki kapuśniak można zrobić na wywarze z mięsa (najlepiej na żeberkach lub golonce), ale wówczas gotowanie będzie trwało dłużej, a ....czas wolny ucieka.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Szybka kartoflanka

Zupa sycąca, rozgrzewająca. Świetna na kłopoty żołądkowe.
Zagotować 2 litry wody, dodać kostki rosołowe, listek laurowy, kilka ziarenek ziela angielskiego, łyżeczkę masła. Na wrzący rosołek wrzucić jedną sporą marchewkę pokrojoną w plasterki. Gdy jest pół miękka dodać kilogram ziemniaków pokrojonych w plastry, zmniejszyć ogień i ugotować ziemniaki do chwili, gdy lekko się rozpadają.
Zestawić z ognia, całość zmiksować. Postawić garnek z powrotem na gaz, jeszcze raz zagotować, doprawić mielonym pieprzem i ewentualnie solą.
Jeśli nie jest dla kogoś cierpiącego na żołądek zaprawić słodką
śmietanką. Do tego zrobić grzanki z chleba (pokrojony w kostkę , nie najświeższy chleb, wrzucić na gorące masło bądź - lepiej - oliwę z oliwek i obrumienić kosteczki ze wszystkich stron. Podawać osobno i każdy, na bieżąco dorzuca sobie do zupy po trochu, jeśli nie lubi by się rozbabrały.
Tę samą zupę można zrobić na sposób bardziej odżywczy, ale i dłuższy: zrobić wywar na mięsie i włoszczyźnie. Odcedzić, zostawiając tylko 1-2 marchewki, na tym ugotować ziemniaki i zmiksować. Potem ugotowane mięsko można w kawałkach dodać do zupy

Moje minestrone

Moje, bo jak ktoś zna oryginał to przy tym przepisie ...się ze
śmiechu, ale ja tę zupę bardzo lubię (T. mąż znaczy stuka się po głowie, gdy Mu proponuję, bo przecież to jest TYLKO JARZYNOWA;-))))
Tak z 1,5 litra wody zagotować z kostkami bulionowymi. Dodać listek laurowy, ziarenka pieprzu, łyżkę stołową koncentratu pomidorowego, trochę ostrej papryki proszkowanej i szczyptę cukru. Wrzucić ze dwa skrzydełka (jeśli ktoś lubi gotowane mięsko) albo dodać łyżeczkę masła. Jeśli z mięsem to podgotować do chwili gdy prawie, prawie miękkie.
Teraz wrzucam na wrzący rosołek pomidorowy lekko, po troszkę z różnych paczek mrożonek, jakie w domu posiadam na stałe: kilka marchewek mini, kilka różyczek kalafiora, kilka różyczek brokułów, mrożonej fasolki, zielonej i żółtej, garść zielonego, mrożonego groszku. Wszystko gotuję tylko tyle, by lekko warzywa zmiękły - takie al dente. W sezonie dodaję jednego dojrzałego pomidora pokrojonego niezbyt drobno. Powinien być sparzony i obrany ze skóry, żeby nie pływała potem ta skóra, ale....mnie się nie chce i ją potem spomiędzy zębów wybieram. Można dodać inne warzywa oczywiście, można świeże itd. Pewnie byłaby zupka jeszcze lepsza, ale.....tak jest szybciej

Zupa Badzi

Zupa powstała wiele lat temu z...wyczuwania;-)))) Jedliśmy gdzieś w restauracji i zaczęłam kombinować jak jest zrobiona. Powstało coś zupełnie innego, ale na stałe zagościło u mnie. Jednogarnkowe danie, które można odgrzewać.
1/2 kg mielonej wołowiny przesmażamy jak ma spaghetti po bolońsku. Dodajemy także cebulę siekaną (jedną). Smażymy. Następnie wlewamy na patelnię sporo sosu sojowego ciemnego. Jak zaskwierczy mięso z cebulą przekładamy do garnka, zagrzewamy, dodajemy łyżkę płaską koncentratu pomidorowego, szczyptę cukru, dwa przekrojone tylko ząbki czosnku, sporo proszkowanego chilli lub ostrej papryki. Dodajemy wodę - około 2
litrów.(ja dodaję zawsze świeżo zagotowaną) Gotujemy ok. 45 minut. Jeśli mało słone dodajemy jeszcze nieco sosu sojowego. Gdy mięso miękkie dodajemy dwie puszki fasoli czerwonej wraz z zalewą i tylko zagotowujemy. Zupa jest, dzięki fasoli, lekko zawiesista. Można dodać jeszcze nieco koncentratu, gdy uznacie, że smak mało wyrazisty. Trzeba tylko uważać, by nie przesadzić i nie zabić smaku sosu sojowego i fasolki

Chłodnik

Sezonowa zupka. Wbrew pozorom bardzo sycąca.
Potrzebne są:
- duży kubek kefiru (400 ml)
- duży kubek jogurtu
- może być 200 ml śmietany, ale wcale nie musi
- 1p. młodych buraczków
- 1/2 pęczka koperku
- 1/2 pęczka szczypiorku
- 1p. rzodkiewek
- 1 średni zielony ogórek
- 1-2 łyżki koncentratu z buraków w płynie (bardzo dobry firmy Rolnik i Krakus)
- ewentualnie mała puszeczka groszku
- po 1 jajku ugotowanym na twardo na osobę
Mieszamy mleczne płyny. Buraczki obieramy, kroimy drobniutko, wraz z łodygami i liśćmi. Wrzucamy na wrzątek osolony i obgotowujemy do chwili, gdy łodyżki są al dente (są najtwardsze). Wylewamy na sito i dokładnie odsączamy. Kroimy w kosteczkę rzodkiewki, a ogórek zielony ścieramy na tarce o dużych otworach. Koperek i szczypior siekamy.
Wszystko to wrzucamy do kefiru z jogurtem. Lekko solimy, dodajemy pieprz mielony oraz łyżkę płaską cukru. Mieszamy. Dodajemy koncentrat buraczany. Można dodać odsączony groszek. Wstawiamy chłodnik do lodówki na ok. 1/2 godziny. Do miseczki, w której podajemy chłodnik wkładamy jajko podzielone na kawałki i nalewamy chłodnik.
Są entuzjaści chłodniku, do którego dodajemy jeszcze z 10 dag pokrojonej w kostkę szynki.
Baaaaardzo lubię chłodnik..........

Zupa gulaszowa

Bardzo lubię zupy, a takie, w których jest dużo składników chyba najbardziej!
Zupa gulaszowa ma tę zaletę, że jest jedngarnkowym daniem...no i można ją nagotować na dwa, trzy dni. Każdego następnego dnia, odgrzewana, jest smaczniejsza.
-30 dg wołowiny chudej
-3 marchewki
-1 pietruszka - korzeń
- kawałek selera
-ćwierć niewielkiej główki kapusty białej
-1 duża papryka, najlepiej czerwona
-4 ziemniaki
-1 cebula
-2 ząbki czosnku
-2 kopiaste łyżki koncentratu pomidorowego
-ziele angielskie, listki laurowe, kostki rosołowe pieprz ziarnisty, sól

Mięso kroimy w niewielką kostkę i obsmażamy na dwóch łyżkach oleju z pestek winogron, aż do zrumienienia i całkowitego odparowania wody. Dodajemy cebulę, pokrojoną w dużą kostkę i razem zasmażamy. Na patelnię wlewamy odrobinę wody i doprowadzamy do wrzenia, a następnie wrzucamy ze dwie kostki rosołowe.
Zawartość patelni przelewamy do dużego garnka. Dodajemy przyprawy i czosnek w całych ząbkach. Zagotowujemy i dodajemy wrzącą wodę w takiej ilości, w jakiej objętości zaplanowaliśmy zupę. Gotujemy wołowinę na pół miękko. Trudno powiedzieć ile czasu to potrwa, bo wszystko zależy od jakości mięsa. Gdy mięso na pół miękkie dodajemy pietruszkę i seler w całości, a marchewki pokrojone w plasterki. Po ok. 5 minutach dodajemy kapustę, pokrojoną w kostkę oraz paprykę, przekrojoną na 4 części. W oryginalnej zupie papryka idzie do garnka pokrojona w kostkę lub paseczki, ale….. ale zdarza się że mąż, syn itd. nie lubią, by „pływały farfocle papryki”…. Chodzi o skórki papryki. Dlatego ja dodaję paprykę w dużych kawałkach, farfocli nie ma, a papryka oddaje zupie cały swój smak. Jak wszystko zawrze dodajemy koncentrat pomidorowy i gotujemy do chwili, gdy kapusta prawie miękka. Teraz wrzucamy ziemniaki pokrojone w grubą kostkę i wszystko gotujemy do ich miękkości (ok. 10-15 minut)